Kiedy przekraczam granicę staje się jasne, że nie znajduję się w tym samym pomieszczeniu. Coś mi tu nie pasuje, i mimo usilnych starań nie mogę sobie uświadomić, co to może być. Może obce ustawienie obrazków na ścianie, krzywo postawiony kwiatek, kurz nie starty z półek?
Zaczynam powoli odkrywać miejsce, w którym się znalazłam. Wszystko zdaje się brzydsze, większe, surowsze... Wiedzę wszystkie wady pokoju. Płat farby odchodzący w rogu od niedokładnie pomalowanej ściany, przepalona żarówka, uszkodzony nutnik, brudny dywan.
Nie podoba mi się tutaj. Nie tak wyobrażałam sobie to miejsce. Czuję się jak intruz, zagrożona. Nagle ogarnia mnie gwałtowna fala strachu, chcę jak najszybciej wracać. Sprzykrzyły mi się już przygody. Kiedy to stwierdzam, czuję opanowanie. Tak, wrócę do pokoju, jakby nic się nie stało. Zejdę na obiad, odrobię lekcje, niepotrzebne mi to wędrowanie!
Obracam się, pewna, ze zobaczę znajomy plakat anioła. Uśmiecham się, uspokojona, kiedy widzę znajomego towarzysza. Nagle jednak odnajduję wzrokiem jego twarz, i krzyczę, przerażona. Zwykle pocieszająca, otwarta twarz stróża teraz jest potwornie wykrzywiona, niczym stopiona maska weneckiego balowicza. W oczach palą się czerwone ogniki.
Gdy odwracam się w poszukiwaniu wyjścia, widzę tylko ścianę. Podchodzę do niej i uważnie obstukuję. Nie ma mowy, wiem na pewno, że to tędy weszłam! Uderzam ręką w gładką tapetę, ale słyszę tylko głuchy łoskot. Obchodzę cały pokój, czując na sobie spojrzenie piekielnego anioła. Nie mogłam przecież
zgubić portalu, to niemożliwe! Lustro jest za duże, żeby nagle się schować!
Przezornie zaglądam pod łóżko. Nie ma, nie ma, nie ma!
Otwieram zniszczone, stare drzwi. Po cichym domu rozchodzi się odgłos potwornego skrzypienia.
W przedpokoju panuje bałagan. Podłoga jest popękana, drewno, przeżarte przez korniki, głośno protestuje przy każdym moim ostrożnym kroku. Nikogo nie ma. Nawet w kuchni nie krząta się mama. Ze zlewu wysypują się brudne naczynia.
Z nową nadzieją wchodzę do łazienki. Przecież trzy duże lustra nie rozpłynęły się w powietrzu, prawda? Włącznik nie działa, kable zwisają z niego bezwładnie. Uchylam więc jak najszerzej drzwi. Nawet jeśli w ciemności nie widzę najlepiej, wiem, że ściany są gołe. Cały czas czuję się obserwowana. Niespokojnie kręcę głową w poszukiwaniu zagrożenia. Gdzie sie podziały wszystkie lustra?! Nie mam nawet kogo poprosić o pomoc, nie wiem co robić.
Łzy napływają mi do oczu. Zostać na zawsze w tej potwornej kopii mojego domu? To miała być niezwykła przygoda! Miała zmienić moje życie... No dobrze, nauczyłam się paru rzeczy. "Nie szukaj przygód w lustrach" - to teraz moje motto. To naprawdę odmieniło moje życie...Do jasnej cholery, ale ja nie chcę go spędzić tutaj!
Nagle słyszę znajome miauczenie. Niemalże wybucham radosnym śmiechem. Kochana kotka! Przez chwilę świat nabiera kolorów. Przynajmniej ona jest tutaj ze mną! Zaraz usiądę z najdroższym mruczydłemna kolanach, obmyślę plan, i...
Boże ratuj!
Kiciu! Co ci się stało!?
Zamiast bursztynowych oczu kot ma mlecznobiałe szklane kulki. Patrzy na mnie niewidzącym wzrokiem. Nie mam odwagi się poruszyć, stoję w drzwiach łazienki jak sparaliżowana. A ona mija mnie i bezszelestnie wchodzi do kuchni. Dopiero wtedy zauważam wielki ochłap mięsa leżący w rogu.
Chcę krzyczeć, tupać, przeklinać, ale nie śmiem wydać żadnego dźwięku. Odwracam głowę, widząc, jak kot rzuca się na mięso i z głośnym warczeniem i mlaskaniem rozszarpuje je na kawałki. Opanowuję obrzydzenie i biegnę siebie... W chwili, gdy stawiam pierwszy krok słyszę czyjś krok z tyłu. Paraliżuje mnie strach, przez chwilę w głowie mam pustkę, nie wiem, co zrobić. Nie odwracam się. Nieprzytomna z przerażenia pędzę przed siebie. Drzwi. Wiatrołap. Drzwi. Schody. Bramka. Ulica.
Kiedy zaszło słońce? Przecież jeszcze niedawno było popołudnie...Jest ciemno, a ja biegnę jak w typowym horrorze, ścigana przez nie wiadomo jaką kreaturę. Słyszę jej stukoczące kroki i ciężki oddech. Płuca palą mnie żywym ogniem, ale nieustępliwie mknę przed siebie, do nieznanego celu, byle dalej. Nie zastanawiam się niepotrzebnie, instynkt robi swoje.
Mój wysiłek jest jednak niewiele wart. Czuję mocne uderzenie w kark. Przewracam się, krztusząc się powietrzem i śliną.
Odwracam się, i widzę twarz dziewczyny niespotykanie podobnej do mnie. Ale włosy ma splątane, zwinięte w brudne strąki, twarz wychudzoną i bladą, ręce kościste, pod długimi paznokciami zgromadził się wielotygodniowy brud.
Stoimy przez chwilę, patrząc na siebie z mieszanką pogardy i zainteresowania. Nagle chwyta mnie mocno za ramię i szarpie za sobą. Nie wydaję nawet słowa protestu, gdy ciągnie mnie ulicą. Stara kurtka, którą ma na sobie, pachnie skoszoną trawą i dymem.
Wchodzimy do mrocznego przedsionka, a zaraz potem do małego, dusznego pomieszczenia. Ściany są obłupane i brudne. Z czarnymi smugami wyglądają, jakby ktoś palił tu ognisko. Chyba słusznie, bo jest tu potwornie zimno. Szczelniej zapinam sweter. Dziewczyna pcha mnie na krzesło stojące na środku. Posłusznie siadam na twardym drewnie. Stoi nade mną, jakby chcąc podkreślić swoją władzę.
- Możesz mi powiedzieć, co się dzieje? - zdobywam się na odwagę. Tylko brzmi to mało dzielnie.
- A może ty mi to powiesz? - pyta ona. Ma głos jak ja, tylko trochę bardziej ochrypły. Nie odpowiadam. - Tak myślałam, że nic nie powiesz. Pewnie w ogóle nie wiesz, co to za miejsce, Głupia. Czułam, ze tu przyjdziesz i narobisz bałaganu. - odchrząka - dawno z kimś nie rozmawiałam, wiesz? Nie wiem, czego dowiedziałaś się o tym miejscu. Pewnie niewiele. Ignorantka. Inaczej nigdy byś tu nie wtargnęła. Fajna zabawa z przechodzeniem przez lustro, prawda? - Nagle urywa i
patrzy na mnie nienawistnie. Dźga mnie mocno w klatkę piersiową. Syczę z bólu.
- Mogłabym cię teraz zabić. Jesteś słaba. Bezbronna. Może to moja jedyna okazja...
Przez chwilę panuje cisza. Rzeczywiście, czuję się taka... słaba i krucha. Po kilku minutach napięcia znów zabiera głos.
-... ale tego nie zrobię. Ktoś kiedyś tak to postanowił i trudno, muszę cierpieć. Widzisz, Fałszywa, nasze światy są komplementarne. Trudne słówko? To znaczy, ze istnieją razem, łączą się jak puzzle i bez siebie nie mogą istnieć. Jeden świat jest jasny, powtarzalny i obłudny. Oddziela je cienka, szklana granica, a po drugiej stronie jest szczerość, surowość i tajemnica. Czasem zdarza się, że spod dłuta natury wyjdzie Danarentum. Jest to dziecko, którego dusza dzieli się pomiędzy dwa światy i utrzymuje je w łączności. Jest taką nicią, mostem, zabezpieczeniem, dzięki któremu żaden ze światów nie odrywa się i nie traci połączenia.
Ty jesteś jasną połówką. A raczej tak ci się wydaje. Tak naprawdę pełno w tobie fałszu ale w dobrym świecie nie ma dla niego miejsca. Więc ja przejmuję twój grzech i fałsz. A ty w swoim domu, spokojnie, z ukochanym kotkiem, żyjesz bez pośpiechu... i zastanowienia. I stanowczo zbyt często przeglądasz się w lustrze, Próżna. Czasem lubię na ciebie popatrzeć. Najgorsza jast świadomość, że tylko przypadek sprawił, że to nie ja tam jestem...Jednak po tych wszystkich latach...Chyba już się z tym pogodziłam. Ale ty nagle wparowujesz tu bez wyraźnej potrzeby. I nie mogę tego znieść. Oczywiście ty, z czystą, piękną duszą gładko tu wchodzisz. A ja? Do żadnego świata wejścia nie mam.
- Co się stało z lustrem?
- Lustra są humorzaste. Pewnie zniknęło na chwilę, było zużyte, albo chciało naszego spotkania. Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć?
Siedzę cicho. I w duszy surowo się karzę. Za wszystko, każdy dzień, wszystko złe, co robiłam.
- Nie chcę ci nic powiedzieć. Chyba, ze przeprosić. Bo miałam przeczucie, ze gdzieś jesteś i przez to byłam jeszcze gorszą osobą. Tak, wiedziałam, że jestem gdzieś w drugiej postaci, ale nie potrafiłam tego przyjąć i zrozumieć, poza tym życie było tak proste... Nie troszczyć się o sumienie i nie czuć żalu. Chcę się zmienić, ale to już chyba nie ma znaczenia.
- Zawsze ma - szepcze - A więc nie chcesz wrócić do domu?
- Teraz ty możesz wreszcie zrobić to, co chcesz.
Zaskoczona patrzy na mnie przez dłuższą chwilę.
- Ach, chyba wyślę cię z powrotem. Nie wytrzymałabym z tobą tutaj. - śmieje się, ale już bez niechęci. Wtedy zauważam lustro oparte o ścianę. Jestem pewna, że nie było go tu wcześniej... Podchodzimy do niego razem. Ściskam ją na pożegnanie.
Kiedy odchodziłam, wydawało mi się, ze się do mnie uśmiecha. Kolory wróciły na jej twarz i włosy wydały się troszkę bardziej zadbane. Po chwili byłam sama. Przede mną, na ścianie, wisiało lustro. Zdawało mi się, że gdy dobrze się mu przyjrzę, widzę w jego głębi jej cień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentuj! Ale pamiętaj...
Nie akceptowane są wulgarne i obraźliwe komentarze oraz spam.