poniedziałek, 1 października 2012

Świat Hansa. Bihrani znaczy morze.

               Ten utwór był dla mnie wielką inspiracją. Szczególnie początek
               jest dla mnie wyjątkowy. Może warto użyć go jako tła do lektury?

Uwaga! To nie jest świat dla wielbicieli niezwykłych, dynamicznych przygód. To bardziej ukłon w stronę romantyków... Muszę przyznać, że jestem wielką romantyczką:-) ACh, po prostu... puść tę piękną muzykę i odwiedź Hansa. Ale nie nastawiajcie się, drodzy marzyciele, na bajeczne, radosne klimaty pozbawione rozterek, do takich światów zaglądam niechętnie!



Tego dnia  zbliżał się przypływ. Ocean nie zagarnął jeszcze plaży, ale już znaczną jej część zalała woda. Hans pamiętał niebo tego dnia... Pokrywały je gęste, ciemne chmury. Cały czas podczas opowieści powtarzał, że to musiało być po tym wielkim sztormie, najstraszniejszym tego lata. Coś w nim było dziwnego, i morze, nawet człowiekowi, który dorastał nad wodą, wydało się obce i targane obcymi siłami. Był wtedy młody. Nie więcej niż dwadzieścia wiosen na karku, silne, szerokie ramiona, burza potarganych włosów."Wydawało mi się, że jestem dojrzały. Ale dopiero po tym, co się wydarzyło, dojrzałem... A raczej się postarzałem. Przez resztę życia byłem już starcem." -mówił, patrząc w zamyśleniu daleko w przyszłość, aż do tamtego popołudnia.
Szedł wtedy po płazy, jak co dzień. Od dzieciństwa lubił długie, wieczorne wędrówki. Nigdy jednak nie spacerował bezpiecznie po brzegu, lecz wspinał się na klify i odkrywał przybrzeżne jaskinie. Wszyscy dziwili się jego wyprawom, wszak pracy nie miał najlżejszej, a zamiast odpoczywać z rodziną, godzinami przemierzał okolicę. Mimo że sztorm skończył szaleć dobę temu, piasek dalej był mokry, a kawałki drewna i poszarpane sieci pokrywały całą plażę. Nikt oprócz niego nie wybrał się tego dnia na przechadzkę, tyko woda szumiała, ułaskawiona. Wybrał ulubioną ścieżkę, idącą przy płytkiej jaskini. Nagle usłyszał cichy głos, ni to śpiew, ni jęk... Obejrzał się. Nie, nikt nie szedł za nim. Wytłumaczył sobie niespodziewany odgłos psikusami wiatru i wydłużył krok. I wtedy znów to usłyszał. Niewyraźne słowa, przerywane płaczem. Serce ścisnęło mu się, gdy głos wzniósł się w lamencie. Musiał dochodzić z jaskini, może to ranne zwierzę...albo marynarz, który ucierpiał podczas sztormu? Postanowił sprawdzić - na pewno coś złego się wydarzyło i potrzebna była jego pomoc.
Na dworze robiło się coraz ciemnej, ale nie zawrócił, i przez zimny, grząski piach brnął w kierunku klifu. Podszedł od strony kamiennej ściany i ostrożnie zajrzał do środka. Widok, który ujrzał, zaparł mu dech w piersi i odebrał zdolność działania. 
Na ziemi, w kałuży filetowej krwi leżała dziewczyna. Już wtedy wiedział na pewno, ze nie przynależy ona do jego świata. Była bardzo delikatna, ale figurę miała prześliczną, krągłe biodra, subtelne wcięcie w talii, długa szyja...
Twarz w kolorze morskiej piany okolona była srebrzystymi, prostymi włosami. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Oczy miała zamknięte, wyglądała jak pogrążona we śnie, czerwone usta lekko rozchylone. I kiedy przesunął wzrok niżej, odkrył źródło krwi. Z głębokiego rozcięcia na szyi na posadzce kapały ciemne krople i plamiły poszarpaną sukienkę. Był jak zahipnotyzowany, nawet świadom agonii dziewczyny, nie miał w sobie dość siły, by jej pomóc. 
I niespodziewanie rozwarła szeroko oczy i rozdzierająco krzyknęła. Jakby zdając sobie sprawę z jego obecności odwróciła z jękiem głowę i dostrzegła zapatrzonego w nią Hansa. Wykonała ruch, jakby chciała wstać, ale widać mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa.
 - Odejdź - wyszeptała tylko słabo, i osunęła się bezwładnie na podłoże.
Nagle wyszedł z transu, przerażony podbiegł do niej i przyłożył ucho do jej piersi. Wyczuł ciche bicie serca. Bez zastanowienia zlekceważył jej prośbę, i zamiast odejść wziął ją w ramiona. Praktycznie nic nie ważyła, ale mimo że nie była śliska, wypływała z jego rąk jak woda. Jeszcze mocniej przycisnął ją do siebie i opuścił jaskinię. 
 Ze zdziwieniem stwierdził, ze słońce dawno schowało się za horyzontem, a na niebie zagościły gwiazdy. Było przeraźliwie zimno, wiatr dał od morza, a statki w porcie rozdzierająco skrzypiały pod jego dotykiem. Wyczerpany wędrówką w okropnych warunkach z ulgą otworzył drzwi domu. Niezwłocznie rozpalił ogień w kominku. Nie miał dwóch łóżek, więc ułożył ranną na swoim sienniku i błyskawicznie zabrał się za przygotowywanie bandaży. Delikatnie odkaził ranę i starannie ją opatrzył. Nie działało cucenie i nawoływanie, nie zamierzała najwyraźniej otworzyć oczu, ale oddech jej się wyrównał. Hans nie czuł potrzeby snu. Siedział tylko i patrzył na nią, a serce biło mu radośnie. Przecież wiedział, że nie była człowiekiem, ale jakby cudownie by było, gdyby została z nim na zawsze... Chatę miał skromną, ale pracowałby ciężko i...kochałby ją przecież gorąco!
"Dziękowałem wtedy Bogu, że nie zakochałem się w syrenie, głupi. Tej półryby nie zabrałbym przecież do domu. A ona... Przypominała syrenkę, ale zdawała się piękniejsza i...potężniejsza." - opowiadał, rozmarzony.
Dziewczyna spała dwie doby. Patrzył na nią z troską i cierpliwie zmieniał bandaże. Zamiast czerwieni, na białym płótnie znajdywał fioletowosrebrne plamy. Modlił się, aby wreszcie dała znak życia. I pewnego poranka, gdy żegnali się z nią przed wypłynięciem, otworzyła oczy i przez chwilę wpatrywała się w sufit. Potem z wysiłkiem przekręciła szyję i spojrzała mu głęboko w oczy. Wytrzymał jej wzrok, w którym pretensja mieszała się z wdzięcznością. Nieśmiało pogładził ją po włosach. Skrzywiła się, ale nie zaprotestowała.
- Ciepłe i troskliwe masz ręce, młodzieńcze. Jak ci na imię? - spytała czystym głosem.
- Hans - bąknął speszony.
Westchnęła cicho. - Mówiłam ci "odejdź!" i nie posłuchałeś. Ale uratowałeś mi życie i dziękuję ci za to. Zostałam ciężko ranna w walce, której nie zrozumie twój ludzki umysł. Wywleczona z wody, pozbawiona pomocy, byłam pozostawiona na pewną śmierć. Powinnam jak najszybciej wrócić do domu... - chciała wstać, ale tylko opadła z okrzykiem na poduszkę.
- Rozumiem, piękna pani, lecz chętnie zaopiekuję się tobą, kiedy nie możesz jeszcze mierzyć się ze swoimi wrogami a nawet dołączyć do bliskich. Czy wolno mi tylko spytać, jakie nosisz imię? 
 - Możesz nazywać mnie Bihrani.
I tak została w jego domu. Z każdym dniem czuła się lepiej, a on zajmował się nią cierpliwie. Wiele dni nie chodził do pracy, bo nie potrafił zostawić jej w domu. Kochał ją też coraz mocniej i nie wyobrażał sobie rozstania. Była pierwszą kobietą, która sprawiła, ze jego serce naprawdę biło mocno. Był pewien, ze nie stał się ofiarą czaru, to, co do niej czuł zdawało się wypływać z głębi jego duszy, piękne i czyste. Często siadali razem przy kominku i długi rozmawiali, często wynosił ją na dwór  i patrzyli razem w niebo.  Dziwił się bardzo, bo Bihrani nic nie jadła i  mało spała, jeśli w ogóle. Nie przejmował się tym bardzo, ale też cieszył z każdej chwili z nią spędzonej. Cały czas powtarzała, że niedługo, przed nadejściem drugiej pełni musi wrócić, a on patrzył na nią i mówił nieśmiało: "Przecież możesz zostać... ", na co ona uśmiechnęła się smutno.Zastanawiał się tylko, kim ona tak naprawdę jest i nie mógł wymusić z niej słowa. Aż w końcu, gdy siedzieli razem na plaży powiedziała: 
- Może, gdy poznasz prawdę łatwiej będzie ci się pogodzić z moim rychłym odejściem. Tak, już coraz mi lepiej i niedługo cię opuszczę. Ciiii - skarciła go, gdy chciał jej przerwać - teraz ja opowiadam. Narodziłam się wraz z tym światem, jeszcze przed pojawieniem się życia. Jestem córką oceanu, strażniczka wody. Mam jeszcze wiele potężnych sióstr we wszystkich morzach i oceanach, wszystkie strzeżemy porządku na wyznaczonym nam terenie. Łączymy się w sile z najwspanialszą matką na ziemi, wielką wodą. 
- Ale - przerwał jej Hans - mieszkasz pod wodą pod postacią dziewczyny?
- Nie, oczywiście ze nie! Trudno ci zrozumieć moją istotę... Jestem falą, szumem, wirem, a jednocześnie jedną osobą. Wyrzucona na brzeg przez siły ciemności przybrałam narzuconą mi przez ziemię postać. Dlaczego muszę wrócić? Nie mogę na zawsze pozostać kobietą, nie jestem nią. Po jakimś czasie przestanę być podobna do mej matki i mnie nie rozpozna, nie przyjmie do siebie. A ja bardzo pragnę do niej wrócić. Jestem jak ryba, nie potrafię żyć z dala od morza...Nie mogę ci też narzucić mojej woli, tu żadna moja siła nie ma władzy.
- Pokochaj mnie. - Wyszeptał Hans. Nie odpowiedziała. Bezradny i upokorzony zawrócił w kierunku domu, i wszedł, trzaskając drzwiami. 
Następnego dnia, wychodząc do pracy, zamknął drzwi na klucz.
 Pewnego dnia, gdy ryglował furtkę, zobaczył ją w oknie. Z dłonią przyklejoną do szyby patrzyła na swojego wybawcę, który nieustępliwie więził ją w małej chatce. W oczach miała łzy. Zacisnął  zęby i odwrócił się. Nie patrząc za siebie pobiegł w kierunku portu. 
W nocy poczuł czyjś oddech przy twarzą. Przerażony otworzył oczy. Stała przy nim w białej koszuli. 
- Kocham cię... - zbliżyła usta do jego warg -... I ty też mnie kochasz. - pocałowała go delikatnie. Objął ją mocno i przyciągnął do siebie. Pachniała tak cudownie świeżo... Wtulił twarz w zagłębienie jej obojczyka.
- Pozwól mi odejść tam, gdzie moje miejsce. 
- Nie. - odparł twardo. Odsunął się od niej. Zgiął się w pól i ukrył twarz w dłoniach. Nie mógł opanować łez. Gładziła go po plecach.
- Po tej nocy możesz niczego nie pamiętać. Gdy odzyskam moc sprawię, że nie pozostanie po mnie żadne wspomnienie...
- Nie chcę tego.
- Chcesz mnie zabić? 
- Nie umrzesz.
- Dlaczego tego nie rozumiesz?
- Pokochaj mnie. - odparł zimno i odwrócił się od niej plecami. Nawet z dłońmi zaciśniętymi na uszach słyszał jej płacz i zrozpaczone krzyki. Wyszedł w noc położył się na płaszczu przed domem. Kiedy usłyszał jej ciche kroki w korytarzu  bez wahania wstał i zamknął drzwi. Była pełnia.
Cały dzień na statku była obecna w jego myślach. Kochał ją, bardziej niż kiedykolwiek mógł przypuszczać, że pokocha kobietę. Zaprzeczał przed samym sobą, w jakie niebezpieczeństwo ją wpędził. Uratował ją, powinna być mu wdzięczna, powinna odpowiadać mu miłością na miłość! Wczoraj to wyznała. Ale nie zrobiła tego szczerze, ciągle tylko rozpacza i tęsknie patrzy w wodę... Ale przecież jeśli jej nie uwięzi, ucieknie, i nigdy nie będą już razem...I tak Hans znalazł się w sytuacji, z którą nie potrafił sobie poradzić.
Wracał z portu plażą. Szedł wolno, odwlekając chwilę przyjścia do domu. Czuł, że  dziś będzie musiał podjąć decyzję... Mówiła coś o drugiej pełni, a przecież wczoraj księżyc był już okazały...
Nagle dostrzegł ciemną sylwetkę pędzącą po plaży. Serce stanęło mu w piersi, gdy zobaczył srebrzyste włosy na wietrze. Zaczął biec ile sił w nogach...
"Wiedziałem, jak wchodzi do oceanu. Zanurzyła się po samą szyję w bulgoczącej wodzie. Wbiegłem za nią, młóciłem fale rękami, lecz siła moich mięśni na nic się zdała... Nie mogła przecież zniknąć - myślałem zrozpaczony."
I wtedy zobaczył fragment bladego ciała kilka metrów od miejsca, gdzie stał. Rzucił się w to miejsce. Unosiła się na wodzie, twarz miała zwróconą w kierunku dna. Działał jak w transie, chwycił bezwładne ciało w ramiona, wyszedł z wody i ułożył ją na plaży. Zrozpaczony cucił ją, reanimował. Ale jej serce przestało bić. Nie potrafił przestać, wolał ją po imieniu, całował zimne usta, gładził mokre włosy. Niektórzy zaalarmowani rozpaczliwymi krzykami mieszkańcy portu przybiegli, i otoczyli szlochającego młodzieńca ciekawym kręgiem. Nie docierały do niego pytania, nie chciał miłych słów. Trzymał ukochaną obronnych gestem i nie pozwalał nikomu się do niej zbliżyć. Wszyscy patrzyli, nic nie rozumiejąc, na rozbite okno i fioletową ciecz, która wsiąknęła w piasek. I gdy nadszedł wieczór wielu odeszło, zostawiając Hansa z jego cierpieniem i bezwładnym ciałem w drżących ramionach.
"Zaniosłem kochaną Bihrani do jaskini, w której ją po raz pierwszy ujrzałem. Skoro morze nie chciało przyjąć jej do siebie, wypełniłem grotę wodą i zamurowałem wejście. Chciałem, żeby zawsze była z fragmentem oceanu, który kochała najbardziej na świecie. Może połączyła się z tymi kroplami wody i jest teraz strażniczką jaskini? Nie wiem. Nie mam odwagi tam pójść. Myślałem, że stworzenie jej grobowca pozbawi mnie choć części bólu. Ale on nigdy nie minie. Dopiero, gdy odeszła zrozumiałem, że gdy się kogoś kocha, ceni się jego szczęście bardziej niż swoje."
"Chciałem się zabić, oczywiście. Ale to byłoby za proste. Zasłużyłem na cierpienie."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj! Ale pamiętaj...
Nie akceptowane są wulgarne i obraźliwe komentarze oraz spam.