Zimą słońce zachodzi tu wcześniej. Nie wiem, jak jest w innych krajach, ale babcia zawsze mi mówiła, że gdzieś na południu wygląda to zupełnie inaczej. Nigdy jej do końca nie wierzyłam, że tam, na odległych ziemiach, kwitną barwne kwiaty, strumienie płyną, a gdy świeci słońce, ludzie nie zawijają się szczelnie szalikami. Kiedyś tam pojadę,na pewno. Ale na wszelki wypadek wezmę jednak szalik, bo babcia często opowiada nieprawdopodobne historie.
Gdy wychodzę z domu, czuję przejmujący chłód. Oplatam się rekami, ale rzecz jasna niewiele to daje. Wiatr smaga mi twarz i czuję, jak wąski pasek odkrytego policzka pali mnie czerwienią. Ulica jest prawie całkowicie pusta, nawet najbardziej wytrzymali ludzie nie mają chęci wychodzić w taką pogodę z domu. Ja też normalnie nie wytknęłabym nosa z naszego mieszkania, ale pragnienie było silniejsze niż ostrzeżenia babci.
Wymknęłam się tuż pod jej nosem. Od rana siedziałam posłusznie w domu, pomagając jej w rąbaniu drewna. Musiałyśmy rozmontować starą komódkę, bo babcia nie miała siły wczoraj iść do lasu, a ja musiałam cały dzień spędzić w szkole. Bardzo płakałam, bo to była różowa komódka mamy, którą miałam kiedyś dostać, jak dorosnę. Babcia dała mi jeden miedziany krążek, żebym przestała rozpaczać. W domu robiło się coraz zimnej i zimniej, stare okna nie powstrzymywały mrozu wpełzającego z dworu. Jak najszybciej wrzucałyśmy do ognia kawałki drewna, a potem siedziałyśmy przytulone, pijąc ciepły napar z samowaru.
Szczęśliwa ściskam miedziaka. Znacie już powód mojego wyjścia w zamieć...Idę prosto do sklepu pani Hitum. Nie wiem, czy można go nazwać księgarnią, bo oprócz wielkich półek z książkami, stoi tu mnóstwo innych przedmiotów - malowane kubki, obrazki, zwinięte w rulony dywaniki, tace z ciasteczkami. Kiedy wchodzę do środka, dzwonią dzwoneczki przy drzwiach. Z góry pospiesznie schodzi pulchna pani, trzymając trwożnie za serce. Gdy mnie widzi, oddycha z ulgą.
- To ty, dziecko... Tak mnie przeraziłaś! Któż wychodzi w zamieć z domu? Czy coś się stało? Twoja babcia potrzebuje pomocy?
- Myślała pani, że to Mroźni? - pytam ciekawie.
- Cicho, mała... - rozgląda się - Lepiej szybko powiedz, co się dzieje i czym prędzej wracaj do domu. - mówi. Dumnie kładę na ladzie miedziaka. Hitum patrzy na mnie ze współczuciem, wzdycha ciężko i odwraca się do regału.
- Z tej co zawsze?
- Tak, proszę pani. Mam nadzieję, ze nikt nie kupił żadnej strony?
Hitum otwiera grubą książkę i wyrywa z niej zamaszystym ruchem pięć stron.
- Nie, nikt nie kupuje książek tak, jak ty, złotko.
Odprowadza mnie smutnym wzrokiem, gdy ściskając w ręku zapakowane w szary papier kartki wychodzę w śnieg.
Nie mamy pieniędzy, żeby kupić całą powieść. Kosztuje bardzo dużo, i tylko bogaci mieszkańcy miasta mogą sobie pozwolić na taki wydatek. Ale każdy otrzymany, zarobiony lub znaleziony pieniążek, wydaję na kilka stron książki. Moim największym marzeniem jest przeczytać kiedyś całą. Od początku, do końca. A może kiedyś będzie mnie stać na kupienie całego regału? Śmieję się cicho z niedorzeczności moich rozważań. Na razie mam kilka rozdziałów, które przechowuję niczym najcenniejszy skarb pod obluzowaną listwą.
Coraz trudniej mi iść, nogi grzęzną mi w śniegu pokrywającym ulicę. Nagle czuję dziwny niepokój. Powietrze pachnie kwaśno.. Obracam się. Ktoś nadchodzi! Są jeszcze daleko, ale...
Zauważam małą grupkę Mroźnych. Maszerują w wielkich, ciężkich buciorach z wysokimi cholewami. Nic do siebie nie mówią, czujnie kręcą tylko głowami. Spod ciemnych zwojów na twarzy groźnie świecą ich oczy. Zbliżają się! Serce dudni mi w piersi. Zrozpaczona szukam drogi ucieczki. Nie ma ani jednego zaułka! Słyszę ich kroki coraz wyraźniej, zaraz mnie dostrzegą... Nie widząc innego wyjścia wskakuję w pobliską górę śniegu, który przykrywa mnie aż po czubek głowy.
Zauważam małą grupkę Mroźnych. Maszerują w wielkich, ciężkich buciorach z wysokimi cholewami. Nic do siebie nie mówią, czujnie kręcą tylko głowami. Spod ciemnych zwojów na twarzy groźnie świecą ich oczy. Zbliżają się! Serce dudni mi w piersi. Zrozpaczona szukam drogi ucieczki. Nie ma ani jednego zaułka! Słyszę ich kroki coraz wyraźniej, zaraz mnie dostrzegą... Nie widząc innego wyjścia wskakuję w pobliską górę śniegu, który przykrywa mnie aż po czubek głowy.
Nie śmiem się poruszyć. Tup. Tup. Tup. Drżę z zimna, mokre ubrania przylegają do mojej zziębniętej skóry. Już dłużej nie wytrzymam!
Mijają mnie.
Nieśmiało wyglądam z wydmy. Są do mnie odwróceni plecami. Uśmiecham się. Niebezpieczeństwo minęło. Otrzepuję się ze śniegu. Wtedy wiedzę jakąś skuloną osobę, nadchodzącą boczną uliczką. Pod tym kątem doskonale ją widzę. Oni jeszcze nie... Ale zaraz wpadnie prosto na nich. Spotkanie w ciemnej uliczce z Mroźnymi nigdy nie kończy się dobrze... Nagle dostrzegam twarz tajemniczej postaci.
Kochaną, ciepłą, pomarszczoną twarz.
Babciu! Chcę krzyczeć, ale głos zamiera mi w gardle. Tylko patrzę i nie mogę nic zrobić. Łza, której nie mam siły zatrzeć, zamarza na policzku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentuj! Ale pamiętaj...
Nie akceptowane są wulgarne i obraźliwe komentarze oraz spam.